NEWSY | MNICHU | SHINE ON | INNE KOMIKSY | STICKWORLD | TEKSTY | RÓŻNOŚCI | KSIĘGA GOŚCI | LINKI | KONTAKT | Gadu-Gadu

 

#2
Nie opowiem żadnej historii związanej z tą dziką pustynią, gdyż nigdy nie było życia. Znaczy się, nie było życia wartego uwagi, bo były chwaściki oraz typowe pustynne zwierzaki, które z lenistwa postanowiły pozostać parę tysięcy lat temu na pustyni oddając swe życie w ręce ewolucji. Ta spisała się, jak widać, nieźle, bo mimo straszliwych upałów i praktycznego braku żywności, jakoś te stworzenia tutaj żyły. Śmiem jednak sądzić, że historia poświęcona niesamowitym przygodom pary gerbili, których związek rozpada się przez nowe hobby Pana Gerbila, jakim jest kopanie nor poziomych zamiast pionowych (które to zresztą hobby przeradza się powoli w nałóg) byłaby może dość intrygująca, ale trochę zbyt niedorzeczna, by się w nią wgłębiać. Więc nie będziemy się wgłębiać.

#1
Wszystko warczało i klekotało. Sunęło po niebie, a on po prostu sunął razem z tym. Złożone z paru metalowych rur, niczego poza tym. Nie miało prawa się unieść. Ale nie tylko uniosło się, ale i sunęło z przyzwoitą prędkością. I sunęło kogoś razem z sobą. I klekotało. Klekotało, jak wszystko, co ma dawać nam znać o tym, że zaraz się rozpadnie lub wybuchnie. To jednak nie tylko nie wybuchało, ale i sunęło. I nie zostało wykonane w garażu, choć większość klekoczących rzeczy powstaje w garażach. Sunęło, a on sunął razem z tym siedząc na jednej z rur i trzymając się innej; a rurowate śmigło kręciło się zaraz nad jego głową; tak bardzo 'zaraz', że gdyby się całkowicie wyprostował to najprawdopodobniej nie miałby czasu nawet tego pożałować. Ale nie miał zamiaru się prostować. Był skulony i przerażony. I w tym wypadku pilotka z goglami nie nadawała mu wyglądu wesołego wariata. Prędzej zgarbionego, przerażonego wariata. I to wariata, któremu znudziło się wariowanie, gdyż właśnie mierzył się z rzeczywistością. A rzeczywistość wydawała się dziś wyjątkowo nierzeczywista.